starsi i młodsi

Dziś podczas porannego spaceru po raz pierwszy nie przyjęliśmy taktyki ucieczki. Do tej pory gdy udawało nam się z najmłodszymi dziećmi dotrzeć na plac zabaw i dołączały do nas dzieci z pobliskiej szkoły, po kilku minutach się zmywaliśmy. Raz, że muzungu, dwa, że ekspansja starszych dzieci i tak spychała nasze maluchy ze zjeżdżalni. Dziś postąpiliśmy inaczej – zostaliśmy. Okazało się, że gromada pojawia się tylko na półgodzinną przerwę i potem niespodziewanie znika. Druga rzecz – pozwoliliśmy naszym dzieciom współgrać z innymi. I wyszło całkiem nieźle. Powszechny tutaj obowiązek opiekowania się młodszym rodzeństwem przenosi się również na inne dzieci. Starsze dbają o młodsze, nikomu nie może stać się krzywda. Patrząc dzisiaj na ten tłumek na zjeżdżalni byłam bardzo spokojna.

 

My duzi również lubimy się tutaj bawić. W ciągu dnia często robimy sobie małe żarty (specjalistką są ciocie Hope i Sunny), wieczorami gramy w karty (najczęściej w Uno, które przypomina nasze makao), dziś po raz pierwszy rozegrałyśmy z Alice i Hope partię Chińczyka.

 

Kolację dzieciaki spożywały dziś w parach. Czasem ciocie inicjują tworzenie takich małych „rodzin”, w których starszy opiekuje się młodszym. Wszyscy wyglądali tak uroczo, że zasłużyli na portrety.

 

7 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.