magia imion

Są w Ugandzie plemiona, w których każdy z członków ma około dziesięciu imion. Na szczęście (tak myślę, bo czasem trudno mi zapamiętać jedno) nie przyszło mi żyć w jednym z nich. To, co zwykliśmy nazywać imionami ludzie posiadają tutaj w liczbie jednego, dwóch, góra trzech. Takich przynajmniej do tej pory spotykałam.

 

Imię w naszym rozumieniu to na przykład Majorien, Sabrina, Godfrey. Gdy spytasz jednak nasze dzieci, jak mają na imię, odpowiedzą Tumusiime Majorien, Kemigisa Sabrina, Kiisa Godfrey. To pierwsze imię to jakby nasze nazwisko, nie używa się go na co dzień, choć przy przedstawianiu wymienia na początku. Gdy poznaję kogoś nowego nadstawiam uszu i całą uwagę skupiam na usłyszeniu drugiego.

 

Co ciekawe, nazwiska (jak Tumusiime czy Kiisa) nie są tutaj dziedziczne. Nazwisko Majorien nie oznacza, że nazywał się tak jej ojciec czy ktokolwiek z rodziny. Oznacza to, że krewni nastrój akurat mieli taki, by nadać Majorien nazwisko Tumusiime. Efekt końcowy mamy taki, że rodzeństwo może nosić różne nazwiska, a z drugiej strony możesz dzielić to samo z kimś, kogo w ogóle nie znasz. Nazwiska mają swoje znaczenie, jak nasza ciocia Mirembe Hope. Mirembe oznacza „pokój”, Hope „nadzieję”. Widzicie więc, jak ładnie nasza Hope została w młodości nazwana.

 

Ostatnim rozpoznanym przeze mnie zjawiskiem są tak zwane pet names, które rozumiem jako imiona pieszczotliwe. Istnieje zamknięta grupa kilkunastu (lub kilkudziesięciu) takich imion do wyboru, używa się ich tylko nieformalnie, gdy znasz kogoś dość dobrze. Imię to nadaje się dziecku w kilka dni po urodzeniu, a procedura wyboru wygląda trochę jak licytacja. Załóżmy, że rodzice zdecydowali, że pet name ich córki będzie Akiki. Za to imię są w stanie dać pięćset szylingów. Oto pojawia się jednak sąsiad, którego pet name to Amooti i chciałby, by niemowlę nazywało się tak samo – płaci więc tysiąc szylingów. Gdy pojawi się wuj Ateeni i przebije ich dziesięcioma tysiącami – dziecko otrzyma imię, które on wybierze.

 

Mamy więc w Window of Life Williama, który jest Amooti, Roberta, który jest Akiki, Sunny, która jest Alieri i tak dalej… Co ciekawe, choć imiona się powtarzają, to gdy użyjesz któregoś z nich by zawołać jedno z dzieci – zawsze odpowie ci to, które masz na myśli. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje.

 

Pierwszy raz o pet name zapytano mnie w szpitalu, gdy przychodziłam do Promise. Próbowano nawet nazwać mnie Akiki ale w tamtym momencie nie potraktowałam tego poważnie. Minęło trochę czasu, dwie kolejne osoby nazwały mnie Amooti. Zaakceptowałam wewnętrznie ten wybór – skoro dwóch niezależnych nadało mi to imię, to nie można odmówić. Jestem więc Amooti (słowo to oznacza jakiś określony typ kwiatu), Alice i Sophia Ateeni, Bastian również swoje pet name otrzymał (chwilowa dziura w pamięci!). Od tego czasu nasz William pozdrawia mnie używając tego właśnie imienia.

 

Co ciekawe, nie wiem zupełnie skąd, ale dzieci wiedzą, że mam na imię Beata. Sabrina wyparła więc prawie zupełnie Anti Beti i nazywa mnie Anti Bijata.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.