Niango – dzień z nocą

Niangoma wróciła. Wczoraj jakby jej nie było – przespała cały dzień z wysoką gorączką i przelewała nam się przez ręce. Nie było śladu po dziewczynce, którą poznałam w środę. Dziś wróciła i mam nadzieję, że zostanie. Przyjechałyśmy do niej rano z Alice by zmienić Sunny, która czuwała w nocy. Posiedziałyśmy trochę na dworze, Niango odzyskała apetyt i trochę energii. Bawiłyśmy się przed moim wyjściem do domu i znowu dane nam było usłyszeć jej śmiech.

 

Wróciłam na noc. Stan jest podobny jak za dnia. Marta i Rik przyjechali się pożegnać (jutro rozpoczynają podróż powrotną do Europy) i gdy wychodzili, Niango wyszła z łóżka. Ponieważ bardzo ich lubi byłam przekonana, że chce iść za nimi. Nie, moi drodzy. Obok mojego plecaka stały nocne zapasy – ciasteczka i Cola. Najpierw świsnęła mi herbatniki i zaniosła na łóżko, potem wróciła po Colę. Obserwowała mnie gdy przygotowywałam w butelce z wodą napój i potrząsałam by się dobrze wymieszał. Potrząsała sobie tą moją Colą, a gdy potrząsamy nią razem bardzo się cieszy. Mamy więc trzy wspólne zabawy, choć przerzucanie pluszowego lwa jest już jakby passe. Najwięcej radości sprawiało jej dziś gdy schylałam się nad nią i wyciągając rękę mówiłam Up, up! Wtedy podnosi swoje ręce (lub nogi) do góry by mi je podać. Na zdjęciach widać rundę dzienną, wieczorem też nam się udało.

 

 

Musimy zacząć ćwiczyć, a to dobre początki. Mama Beatriz radziła prostować nogi i ręce,  gdy nabierze sił będziemy częściej wstawać z łóżka (system motywacyjny Coli i ciastek – kto wie?). Nawet ta półlitrowa butelka Coli to niezłe ćwiczenia dla jej rąk. Teraz z tą butelką sobie śpi.

 

Myślę, że chcielibyśmy jak najbardziej pomóc jej wystartować w nowe życie. Zrobimy wszyscy co w naszej mocy by była silna, sprawna i szczęśliwa. Gdziekolwiek nie pójdzie, ktokolwiek się nią nie zaopiekuje, jakkolwiek potoczą się jej losy – tyle, ile należy do nas wykonamy na sto pięćdziesiąt procent.

 

Mówię do niej Niango. 

2 komentarze

  • My

    Ja Wam mówię jest dobrze, jest dobrze, jest dobrze -ale nie najgorzej jest!!!.
    Ma być dobrze, będzie dobrze i tego będziemy się trzymać.
    Jeżeli aż w Polsce trzymamy kciuki za afrykańskie dziecko, to musi być dobrze. Powodzenia. Baj, baj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.