Niangoma Promise

Na początku nie widziałam tutaj miejsca dla tej historii. Może dlatego, że wrażenie jakie na mnie wywarła było zbyt duże. Nie chciałam, by miejsce to przesiąkło tak mocno świeżymi emocjami, dlatego zdecydowałam się skontaktować z Wami mailowo. Za Wasze ciepłe odpowiedzi dziękuję. Chciałabym teraz opowiedzieć o Niangomie Promise raz jeszcze.

 

Poznałyśmy się wczoraj przed południem, gdy przyszłam czuwać przy niej w szpitalu w Masindi. Niangoma (nie jest to imię a jedno z przezwisk czy nazw, których używa się tutaj w stosunku do dzieci) została przywieziona tutaj przez sąsiada, mieszkała w jednej z pobliskich wsi. Przekazywana z ust do ust relacja głosi, iż była zamknięta w domu przez siedem lat. Mama opuściła ją wcześniej, później został z nią tylko ojciec. Ile w tej relacji jest prawdy – tego nie wiemy i nie dowiemy się nigdy, gdyż sąsiad zniknął zaraz po dostarczeniu Niangomy do szpitala. Nie ma więc również mowy o znalezieniu ojca.

 

Policja na podstawie relacji sąsiada oszacowała wiek Niangomy na trzynaście lat. Widzimy, że jest dość wysoka lecz waży bardzo niewiele i jest bardzo chuda. Wygląda na lat sześć. Największym wyzwaniem przed jakim stoimy jest zakażenie, które wdało się w jej stopy. Od wczoraj wraz z mamą Beatriz (tak nazywamy siostrę, która pracuje w tym szpitalu od jego początków i zajmuje się najcięższymi przypadkami) walczymy z robakami, które zagnieździły się pod skórą. Niangoma jest bardzo dzielna. Przeszła malarię, jej wygłodniały żołądek zmaga się z trawieniem posiłków.

 

Jest silna. Gdyby nie była silna pewnie nie dożyłaby tej chwili. Niangoma w języku lunjoro to określenie używane dla bliźniąt, być może miała więc brata lub siostrę. Z moich obserwacji wynika, że nie potrafi mówić. Potrafi za to się uśmiechać (jeśli ufa) i płakać (gdy jest zła, głodna lub zmęczona). Choć odczuwa ból, podaje mamie Beatriz stopę podczas zabiegu. Wie, że robimy to dla jej dobra.

 

Szpitale w Ugandzie to miejsca, w których nie możesz być sam. Personel szpitala odpowiedzialny jest za podawanie specjalistycznych lekarstw, dostarczanie świeżej pościeli, dbanie o czystość, wykonywanie zabiegów. Za przynoszenie i podawanie posiłków, mycie i wszystkie inne czynności odpowiedzialna jest rodzina pacjenta. Dzieci takie jak Niangoma pozostawione są więc same sobie, dlatego policja kontaktuje się z organizacjami takimi jak Window of Life. I dlatego ja jako wolontariusz czuwam przy Niangomie w szpitalu.

 

Mija właśnie drugi dzień naszego współbycia (w nocy z Niangomą zostaje Marta). Było mi trudno na początku lecz po pierwszym wczorajszym zabiegu poczułam, że panuję nad sytuacją. Nad sytuacją i nad sobą. Będziemy przy Niangomie czuwać na zmianę aż do wyzdrowienia. Jeszcze nie wiemy, która z organizacji istniejących w Masindi weźmie ją potem pod swoje skrzydła. Mam jednak nadzieję, że dwa ostatnie dni to dla niej początek nowego, lepszego życia. Życia, w którym zaopiekują się nią życzliwi ludzie.

 

Jest mądra. Nie mówi, ale wyraża w inny sposób. Czuję, że będzie z nią wszystko w porządku. Lubię gdy patrzymy sobie prosto w oczy, gdy zachodzi między nami interakcja bez słów. Cieszę się z każdej przełamanej bariery i mam nadzieję, że w kolejnych dniach uda nam się pokonać kolejne trudności i lęki. To dziecko ma prawo do dobrego, szczęśliwego życia.

 

Patrzę na nią często nawet gdy śpi. Jest coraz śmielsza, czasem próbuje wstawać, dziś wszczęła mi bunt na pokładzie i postanowiła oddalić się od łóżka. I dobrze, niech się oddala, to znak, że ma na to siłę.

 

Trzymajcie za nią kciuki. Nie wiemy, czy miała imię. Zaczęliśmy nazywać ją Promise, czyli Obietnica.

 

1 komentarz

  • My

    Wam wszystkim, opiekującym się Promise , a szczególnie Tobie, życzymy dużo siły i cierpliwości. Bóg to widzi. Będzie dobrze. Buziaki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.