Nyabyeya, czyli Polacy w Ugandzie

My też kiedyś byliśmy uchodźcami. Uszliśmy ze Związku Radzieckiego w czasie II Wojny Światowej i doszliśmy do Ugandy. My, Polacy.

 

W latach 1942-1947 w dystrykcie Masindi, którego stolicą jest miasto Masindi, schronienie znalazło około pięciu tysięcy Polaków. Stworzono dla nich obozy podzielone na wioski, wybudowano Kościoły, szpitale, szkoły. Zapewniono (na tyle na ile pozwalał klimat) godne warunki do przeczekania złych czasów.

 

Od dawna obiecywałyśmy sobie z Gorreti babską wyprawę do Nyabyeya (to nazwa miejsca, w którym powstał obóz dla uchodźców). To tam zachował się polski Kościół, polski cmentarz i część budynków, w których żyli uchodźcy. Dziś wzięłyśmy nasz domowy motocykl i ruszyłyśmy w świat. Droga zajmuje około godziny i nie jest najlepszej jakości. Częściowo pokrywa się z tą, którą jedzie się do Jeziora Alberta, obecnie jest w lepszym stanie bo nie niszczą jej deszcze. Pora sucha generalnie trochę poprawia stan dróg lecz wiąże się z wszechobecnym kurzem. Kask służy więc nie tyle do ochrony w razie wypadku co ochronie przed wgryzaniem się pyłu w twarz, oczy i włosy. I chroni, muszę powiedzieć, dość licho (co możecie zobaczyć na zdjęciach, które zrobiła nam Hope po powrocie). Do tej pory powątpiewam czy się domyłam.

 

Polski Kościół w Nyabyeya jest piękny. Mieszkający obok katecheta od razu zauważył nasze przybycie, otworzył drzwi Kościoła, poprosił o wpis do księgi gości. Oprowadził nas także po polskim cmentarzu.

 

Pieszo udałyśmy się stamtąd do Nyabyeya Forestry College, który położony jest w miejscu dawnego obozu dla polskich uchodźców. Wieści o przybyciu gości rozchodzą się tutaj bardzo szybko, na jednej z ławek odnalazł nas więc koordynator spraw polsko-ugandyjskich w Nyabyeya. Pokazał nam, w którym z budynków mieszkali polscy chłopcy (głównie sieroty), w którym dziewczynki, gdzie mieściła się szkoła, szpital, domy lekarzy. Opowiedział, że Kościół wzniesiony był przez wdowy i ich dzieci. To bardzo duże szczęście dla mnie, że go spotkałyśmy. Najlepiej zapamiętuje się miejsce, o którym ktoś ci opowiedział.

 

W styczniu lub lutym czytałam o tym polskim Kościele w jednej z książek Polaka, który w 2010 i 2011 podróżował po Ugandzie. Dziś zobaczyłam to wszystko na własne oczy i po pierwsze poczułam, że dotykam historii, po drugie zaś, że tworzę tym samym historię własną, dość niesamowitą.

 

Jestem bardzo wdzięczna Ugandyjczykom za utrzymywanie tego miejsca w tak dobrym stanie i za utrzymywanie pamięci o nas, Polakach.

 

14 komentarzy

  • Bozena Gruszecka

    Jestem wzruszona bo na tym cmentarzu jest pochowana moja babcia!
    Nie wierzę ze ten cmentarz jeszcze istnieje.
    Zyje moja kuzynka,ma 84 lata i była na Syberii z babcią i rodzicami.
    Muszę jej o tym powiedziec.

  • Zbigniew Kwiatkowski.

    Witam,
    Mieszkalem tam od Wigilii ’42r do wyjazdu w lutym ’48.Jozef Klincewicz pochowany na cmentarzu to nasz sasiad i moj pierwszy opiekun klasowy w szkole.Droga na poludnie od Kosciola wtedy nie istniala.Jesli Panie staly przed kosciolem zwrocone na polnoc,to poszczegulne czesci Osiedla lezaly wzdluz drogi idacej na polnoc.Droga ta sla lukiem z zachodu i skrecala na polnoc (w lewo) naprzeciwko Kosciola.Po wewnetrzej stronie luku,od wjazdu lezaly czesci,przejsciowy,pierwszy,drugi,trzeci (gdzie w pozniejszych latach skoncentrowano wszystkie szkoly).Dalej piaty i osmy.Pisze osmy itd. bo w potocznej mowie mowilo sie o poszczegolnych „obozach”.Stojac w tej samej pozycji ,na lewo od Kosciola byl szpital,apteka i elektrownia szpitalna.Potem przerwa i magazyn zywnosciowy,Sklep i Poczta.Szpital byl naprzeciwko Szkol w trzecim „obozie”.Po zewnetrzym luku,zaczynajac od Kosciola bylo pole uprawne,boisko,pole uprawne za ktorym byla jedna ulica „sierocinca”.Dalej,naprzeciwko „piatego”,czwarty ktory konczyl sie kilkaset metrow od miejsca gdzie droga skreca w lewo.W piatym byl dodatkowy,maly sklepik.Pierwszy raz poszlem do szkoly w czwartym (w koncu polnocnej ulicy,pod katem prostym od glownej drogi).Szkola ta zostala przenisiona i powiekszona na teren piatego (Dyr. Zofia Karocka) a pozniej przenieslismy do trzeciego gdzie bylo gimnazjum,liceum i szkola handlowa.dobrze
    Dobrze pamietam ostatnia Pasterke w 47r.Swiecil wspanialy ksiezyc,duza czesc wiernych musiala zostac zewnatrz.Szkolna orkiestra (gdzie moj brat gral na klarnecie) grala koledy.Za pare miesiecy mielismy wyjezdziac w wiekszych ilosciach niz dotychczas ale nie myslalem ze nasze zycie juz sie tu skonczylo.
    Jezeli kogos interesuja moje wspomnienia tych lat to chetnie podziele sie wszystkim co pamietam.

  • Zbigniew Kwiatkowski.

    Zapomniale dodac ze na poludnie od szpitala byla pojedyncza ulica „szosta” gdzie mieszkala Administracja Osiedla.Przepuszczalnie czesc tych domkow istnieje do dzisiaj,uzywana przez Forestry College.Sierociniec byl siodmy a kino i „Imka” w trzecim.Na koniec przepraszam za opuszczone litery.

    • Beata

      Panie Zbigniewie, to ja jestem autorką wpisu. Byłabym zaszczycona mogąc spotkać się i porozmawiać z Panem. Wyślę email na podany przez Pana adres. Dziękuję za pozostawione tutaj komentarze!

  • edward

    To co mnie zszokowało tam na cmentarzu to pomalowany grób na niebiesko (z tego co mi wiadomo pomalowali krewni z UK ) .Mam nadzieje że nikt tego nie powtórzy.
    Byłem tam 4 lata temu
    pozdrawiam

  • Andy

    Witam. Chcial bym sie skontaktowac z Panem Zbigniewem Kwiatkowskim ale nie wiem jak .
    Chcial bym sie dowiedziec wiecej o obozie w Nyabyeya poniewaz mam pamiatki z tego obozu
    i polska flage ktora tam wisiala . Jestem na Facebook andy radecki England London.
    Bardzo prosze o kontakt jesli to mozliwe. Chcial bym kiedys pojechac i zobaczyc ten oboz.
    Pozdrawiam A.R.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.