o byciu wolontariuszem

czyli usiadłabym ale wstanę.

 

Usiadłabym ale wstanę.

Nie umiem ale się nauczę.

Boję się ale spróbuję.

 

Wolontariat w większości krajów ma swoją definicję. Wiele na jego temat napisano i powiedziano, ja sama pracując w dwóch organizacjach pozarządowych sporo się na jego temat nagadałam przy różnych okazjach.

 

Wierzę, że poza tym, co ogólnie przyjęte, każdy z wolontariuszy ma na temat wykonywanej przez siebie pracy własne zdanie. Ja również mam, nie jedno a trzy. Trzy, które można by właściwie mnożyć w nieskończoność zależnie od sytuacji. Te zdania oddają momenty, w których najmocniej czuję, że jestem wolontariuszem.

 

Jeśli dokonywać wyboru pomiędzy interesem własnym a innych, próbować wybrać ten drugi. Podejmować wyzwania, pokonywać bariery. W tych okolicznościach, w których jestem, gdy wolontariat oznacza właściwie całość życia, gdy nie ma żadnych granic pomiędzy pracą a odpoczynkiem – to są rzeczy, które pozwalają mi czuć się wolontariuszem.

 

Jedną jeszcze rzecz odkryłam. Wolontariat taki jak nasz może oznaczać opiekę nad dziećmi, pranie, zmywanie, sprzątanie, organizowanie wycieczek – bardzo wiele rzeczy. Właściwie w dużej mierze sami jesteśmy kreatorami. Dla mnie elementem wolontariatu stał się uśmiech (tylko prawdziwy, nie wymuszony), rzecz najprostsza – niosę go tam, gdzie mogę i gdzie jestem w stanie go zanieść. Kto wie, może uczyni milszym czyjś dzień.

 

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.