tibanieta muzungu, banieta anti Beti

Odbyliśmy dziś organizacyjne spotkanie z Marią. Mamy już wstępny plan jak podzielić naszą pracę by była jak najbardziej przydatna w Window of Life. Po raz pierwszy dom gości czterech wolontariuszy w jednym czasie, pierwszy raz tylu wolontariuszy spędzi w nim również święta Bożego Narodzenia.

 

Śmiało mogę powiedzieć, że przestawiłam się już na tutejszy tryb funkcjonowania. Zasypiam wcześniej, pobudka po szóstej rano nie jest dla mnie dużym problemem. Czasem drzemię po obiedzie, czasem udaje mi się nie zasnąć (teraz na przykład piszę). Z pomocą cioci Sunny zaczęłam uczyć się podstawowych słów w lunjoro (tutejszy dialekt) – zapisuję je sobie w notesie.

 

Przyjaciele z Niemiec są bardzo sympatyczni. Sophia i Alice zostaną z nami do końca Świąt, Bastian wylatuje z Kenii 8 lutego. Sporo czasu spędzumy tutaj razem. Ich obecność stawia mnie w roli przewodnika (Maria nazyw mnie tourist guide), sprawia jednak również, że możemy zrobić dużo fajnych rzeczy. Nie mam na myśli tylko domu – możemy wyjść do miasta na dłużej i pogadać, możemy pojechać na wycieczkę. Takie rzeczy lepiej robić razem niż samemu.

 

W sobotę jedziemy z Marią do Kampali by odwiedzić naszą Grace, która uczy się tam w szkole z internatem. Wszyscy my muzungu po pierwszych dość szokujących doświadczeniach związanych z tym miastem dajemy mu drugą szansę. Myślę, że obecność Marii bardzo nam pomoże. Cieszę się ogromnie na tę wycieczkę.

 

Najważniejsze zdanie w lunjoro?

 

Tibanieta muzungu, banieta anti Beti.

Nie nazywaj mnie muzungu, nazywam się anti Beti.

 

A dziś po palącym słońcu znów przyszedł deszcz.

 

2 komentarze

  • Małgorzata

    A ja właśnie wyczytałam, że muzungu (albo mzungu jak podają niektóre źródła) to w dosłownym tłumaczeniu to „ktoś kto włóczy się bez celu” albo z innego dialektu „ktoś kto zachowuje się jak bogaty”.
    W takim wypadku zdecydowanie nie jesteś Muzungu….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.