dygresje

Mali ludzie.

 

Każdy z małych ludzi to jednostka, która coś lubi lub czegoś nie lubi, czegoś potrzebuje lub nie potrzebuje, ma dobry lub zły dzień. Każdy z małych ludzi swoim sposobem te potrzeby wyraża i sęk leży w tym, by tego sposobu duży człowiek się nauczył.

 

Są rzeczy uniwersalne, z których (prawie) wszystkie dzieci się ucieszą. Gdy kogoś gonisz, kogoś szukasz, kręcisz się na karuzeli. Nie jest trudno złapać z małymi ludźmi ten rodzaj kontaktu, wystarczy chwilę ich poobserwować i w zasadzie umieć się dopasować. Wyzwaniem jest jednak znalezienie do każdego z małych ludzi indywidualnej drogi. Czasem to określona mina, żart, zabawa, którą dedykujecie tylko sobie nawzajem, innym razem mała przyjemność, która tego właśnie małego człowieka może ucieszyć. Takich właśnie indywidualnych dróg aktualnie poszukuję i z każdej znalezionej bardzo się cieszę.

 

Dla przykładu (i zwracam się tu szczególnie w stronę moich bębniarzy z Djembe Jets) – Godfrey z racji na chorobę nie poszedł dziś do szkoły. Graliśmy razem na małym djembe, które mamy tutaj na stanie. Wyobraźcie sobie, że siedmiolatek gra po dniu dzisiejszym pierwszy akompaniament do Macru. Powtarzał go sobie potem na wiaderku. Muzyczno-rytmicznymi tematami docieram powoli do środka małego człowieka jakim jest Godfrey. Droga przed nami daleka, ale przynajmniej na nią weszliśmy.

 

Przy tej okazji chciałabym pomachać naszym rodzinnym małym ludziom – Frankowi, Ignacemu, Toni, Marcie i Zofii. Wiem, że Franek czyta moje zapiski. Franku, mam nadzieję, że dobrze idzie Ci w szkole i że dużo czytasz. Igi, jestem bardzo ciekawa, jak Tobie podoba się szkoła i koledzy. Toniu, mam nadzieję, że jeszcze nie porzuciłaś tańca. Mam nadzieję, że Tobie i Martce podoba się w przedszkolu. Zofio, podejrzewam, że dużo już mówisz i jeśli tak, to bardzo się z tego cieszę!

 

Dwukrotne wyjście do miasta zwalilo mnie dziś z nóg. Odebrałyśmy z ciocią Sunny starszaki ze szkoły (kierowca boda, który je przywozi nie mógł ich odebrać), potem wybrałam się do banku i na małe zakupy. Dziś było gorąco (moja teoria o porze chłodniejszej powoli pada, nazwałabym to raczej porą naprzemienną – w przeciwieństwie do jednostajnie gorącej, która jeszcze przed nami), w końcówce dnia zasypiałam na siedząco. Moje znajomości sąsiedzkie przybierają nieoczekiwany obrót, kolega o imieniu Mojżesz (jeden z przyjaciół naszego domu ma na imię Izaak, wielu biblijnych można tutaj spotkać) oznajmił dziś, że chciałby mnie przedstawić rodzicom. Kolega w ogóle jest ciekawą postacią, zawsze występuje w garniturze (w takim klimacie postawa godna szacunku), okularach i z telefonem w ręce. Pracuje podobno w Kampali, choć z ciocią Sunny zastanawiamy się w takim razie, czemu tak często widać go w Masindi. Jak się pewnie domyślacie, za możliwość poznania rodziców Mojżesza grzecznie podziękowałam.

 

W mieście radzę sobie coraz lepiej. Dziś odnalazłam już wszystkie punkty, które odwiedziłyśy z Marią podczas pierwszej wycieczki, a to oznacza, że mam już w głowie coś na kształt mapy. Nawet, jeśli zdarza mi się jeszcze czasem zgubić wątek to wiem przynajmniej jak dojść do miejsca, w którym ponownie go złapię.

 

Do naszej rodziny Window of Life dołączył dziś nowy mały człowiek. Nie wiem, jak pisze się jego imię więc poczekam z jego ujawnieniem. Ma trzy lata i biorąc pod uwagę jego dotychczasowe życiowe doświadczenie w zasadzie zaczyna dopiero poznawać otaczający nas świat. Dzieci przyjęły go dobrze, ona sam również dobrze zniósł początek nowego życia. Obserwowałam go wieczorem przy myciu i posiłku – myślę, że dość szybko odnajdzie się w tutejszym rytmie. Dobrze, że tutaj trafił – tego jestem pewna.

 

Dlaczego wszystkie dzieci mają krótkie włosy? – ktoś niedawno mnie zapytał. Pierwszym powodem są wymogi szkolne – wszystkie uczęszczające do niej dzieci powinny być krotko obcięte. Włosy mieszkańców Afryki są trudne w utrzymaniu (niektórzy je spinają lub zaplatają lecz to bardzo czasochłonna i nieprzyjazna dzieciom procedura), są ciężkie i jest w nich najzwyczajniej w świecie gorąco. Dlatego wszystkie dzieci w wieku szkolnym obcięte są na krótko.

 

Co jemy oprocz kassawy i pieczarek? – o to zapytała moja mama. Najczęściej jemy ryż z sosem i warzywem – fasolą, kapustą, pieczarkami, pomidorami, czasem z mięsem (np. z kurczaka) lub rybą. Na śniadanie ciocie często pieką tutejsze tradycyjne placki lub coś przypominającego pączki. Ostatnio śniadanie to kromka chleba (ma w sobie jakieś przyprawy, jest słodkawy). Kolacje podobne są do obiadów. Wszystko jest bardzo smaczne. Czasem w ciągu dnia podjadam kawałek przywiezionych z Polski kabanosów, a jeśli zdarza mi się krótka drzemka po obiedzie to ratuję się gorzką czekoladą (ukłony w stronę taty Marcina i Sylwi).

 

Taki człowiek zmęczony, a tyle napisał. Na zdjęciu mały człowiek Geoffrey.

 

 

 

5 komentarzy

  • Anka

    A tam jest kula ziemska na ziemi? (P.S. Zofia mówi! Z małymi przerwami na spanie. Na topie jest: „nie to nie”, „czekaj”, „mamuś, tatuś, dziadziuś” i powoli „baciu” do kompletu, „alee…”, „moje”, „daj to!”, no i z bardziej szarmanckich zwrotów: „posie” i „kuje” oraz „cieś” i „baaj” 🙂

  • Adam Surmam

    Witam. Urodziłem się w obozie w masindi w1947 . Na cmentarzu jest pochowany mój brat Jan. Ciekawi mnie czy nadal jest czynny kościół ⛪ ojców Salezjanów .

    • Beata

      Panie Adamie, dzień dobry! Dziękuję ślicznie za znak od Pana. Czy można kontaktować się z Panem za pomocą podanego przy okazji komentarza adresu e-mail? Byłoby wspaniale!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.