Odlatujemy…


…a latanie polega na kwitnięciu.

Spieszymy się na lotnisko w Entebbe, w jeszcze większym pośpiechu drukujemy wyniki testu właśnie po to, by… usiąść i czekać.

Wysiadamy w Etiopii, szukamy (bez rezultatu) naszego lotu do Frankfurtu i… siadamy, czekamy, kwitniemy.

Potem znów zakwitać będziemy we Frankfurcie. Taka kolej lotniczych wypadków.

Wieziemy walizkę pełną pamiątek, głowy pełne obrazów, dźwięków, wydarzeń, spotkań, rozmów. Serca pełne ciepła, dobrych uczuć. Ciała muśnięte słońcem.

Plany. Plany, które trzeba na spokojnie ułożyć.

Smutno nam trochę, że odlatujemy.

Na pewno nie na zawsze!


PS. Oficjalnie postanawiam, że już nigdy język polski w Ugandzie mnie nie zdziwi! Wczorajszy wieczór spędziliśmy z Elisą – Szwajcarką polskiego pochodzenia. Pracuje wolontariacko jako psycholog w niewielkim miasteczku na południu Ugandy.

Ostatni wieczór


Inne:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.